piątek, 29 kwietnia 2016

Wychów matek - łatwo, miło i przyjemnie

W tym roku postanowiłem odchować matki użytkowe klasyczną metodą z przekładaniem larw. Efekt mile mnie zaskoczył a metoda okazała się wygodna i nie wpływająca na produkcję miodu z rodziny wychowującej.

Krok pierwszy:
izoluję matkę na kawałku plastra. Zrobiłem mały izolator na ramkę 1/2 wielkopolskiej z dwiema sekcjami. Zaizolowana matka zaczerwiła plasterek już po 6 godzinach.

Krok drugi:
przygotowuję miseczki do przełożenia larw. Każda jest "pobrudzona" miodem i krzepnącym woskiem. Wosk nakładam pędzlem w momencie gdy zaczyna już krzepnąć, robiąc na miseczce "baranka". Następnie listwy z miseczkami trafiają na dobę do dowolnego ula, ja dałem je do miodni rodziny wychowującej. Pszczoły czyszczą je i przygotowują do przyjęcia larw.

Krok trzeci:
1,5 do 2 godzin przed poddaniem larw z rodziny wychowującej zabieram dwie ramki z matką (mogą być bez czerwiu) i niewielką ilością pszczół (wystarczającą jednak do ogrzania ewentualnego czerwiu) i wkładam je do zamkniętej (ale z wentylacją) odkładówki. W rodzinie wychowującej przesuwam ramki tak, aby miejsce do włożenia ramek hodowlanych wypadło koło czerwiu odkrytego

Krok czwarty:
w czwartej dobie od złożenia jaj, przekładam larwy (staram się aby były 12 godzinne) do miseczek, do których wcześniej nakładam po kropelce mleczka (jeśli jest pobrane z mateczników to rozrzedzam je wodą)

Krok piąty:
umieszczam ramki hodowlane w rodzinie wychowującej.

Krok szósty:
po dobie od włożenia larw kontroluję ich przyjęcie ("odpalenie mateczników"). Wybieram te najobficiej podlane mleczkiem, komasuję na jednej ramce hodowlanej (resztę brakuję) i wkładam z powrotem do rodziny wychowującej ale w izolatorze jednoramkowym. Następnie do rodziny zwracam ramki z matką i pszczołami. Matka trafia do gniazda (pod kratą), ramki zawieszam w nadstawce (bądź dwóch, jeśli gospodarujemy na korpusach nadstawkowych 1/2)

Krok siódmy:
w 9 lub 14 dniu izolujemy mateczniki (lokówkami), dając w każdą lokówkę po kropelce miodu. Zwłaszcza gdy będziemy czekać na wygryzienie się matek.

Krok ósmy:
w 15 dniu zagospodarowujemy mateczniki (np: poddajemy do odkładów) a w 16 dniu zagospodarowujemy wygryzione matki.






niedziela, 13 grudnia 2015

Pasieka edukacyjna - buduję kłodę bartną (było barć) :)

Dotarł do mnie piękny kawałek pnia lipy z którego postanowiłem zrobić ul pokazowy w którym będę mógł pokazać jak pszczoły samodzielnie zagospodarowują sobie dziuplę. Jednakże ul ten będzie stał w pasiece w sąsiedztwie innych rodzin, domów i drogi ze spacerującymi ludźmi. W związku z tym musi być możliwość leczenia i choćby podstawowych zabiegów przeciwrojowych.

Pomysł na konstrukcję już jest, kłoda podsycha a ja kompletuję narzędzia do wydrążenia środka pnia.

cdn...

wtorek, 19 maja 2015

Niebieskie ciasto, czyli jak to jest z przenoszeniem pokarmu

Jednym z dyżurnych tematów do forumowych sporów jest "co pszczoły robią z podanym ciastem". Wbrew pozorom jest to dość poważna sprawa bo gra się toczy o czystość miodu.

Według zwolenników ciasta podawanego w sezonie dla zapewnienia rozwoju rodziny pszczelej w przerwach pożytkowych (np. czekając na pożytek nawłociowy) pszczoły ciasta w plastry nie przenoszą w żadnej postaci. Pobierają je tylko na bieżące potrzeby i od razu konsumują.

Przeciwnicy tej tezy twierdzą, że ciasto jak każdy pokarm jest jednak przez pszczoły składany w plastry i dodawany do komórek pustych i częściowo zapełnionych miodem. Czyli podając ciasto w przerwie pożytkowej albo rozwojowo, ryzykujemy zafałszowaniem miodu.

Kto ma rację?
Nie wiem i dlatego postanowiłem jeden z odkładów podkarmiać ciastem zabarwionym niebieskim barwnikiem spożywczym. Po pewnym czasie jednoznacznie stwierdzimy czy w ramkach będziemy mieć nakrop złocisty czy jednak niebieski.


21 maj - przygotowałem barwione ciasto z "Fondant bee candy" oraz niebieskiego barwnika spożywczego "Sweet dekor". Porcję zawiniętą w worek foliowy podałem na powałkę, do odkładu z czerwiącą matką. W odkładzie jest jedna ramka z węzą na której najłatwiej będzie kontrolować zabarwienie pokarmu złożonego w komórkach.




 29 maj - skontrolowałem pobieranie ciasta przez pszczoły i stan ramki z poddaną tydzień temu węzą. W czasie ostatnich 7 dni pogoda była praktycznie nielotna. Temperatury w okolicach 10-13 stopni, opady deszczu, generalnie brak pożytku w polu. Jak widać na zdjęciach odkład pobrał całe ciasto podane na powałce, pozostawiając jedynie strzępki folii.


Po wyciągnięciu ramki z wcześniej poddaną węzą, okazało się, że jest ładnie odciągnięta i prawie całkowicie zaczerwiona. Jedynie na górze plastra pszczoły umieściły niewielki wianuszek pokarmu w intensywnym ciekawym kolorze.


WNIOSKI - proszę sobie wyciągnąć samemu. Eksperyment trwa i dzisiaj dostaną kolejną ramkę z węzą a jutro porcję zabarwionego ciasta.

 30 maj - ramka węzy włożona do gniazda w dniu wczorajszym odbudowana została w 2/3 (bez ciasta na powałce. Dzisiaj odmierzyłem kolejną porcję 255g ciasta i dałem na powałkę. Pogoda zmieniła się diametralnie, temperatury wzrosły do 20-24 stopni.
Sprawdzimy jak będzie wyglądało pobieranie ciasta, odbudowa węzy i składanie kolorowego zapasu w plastrze w warunkach dopływu pożytku z zewnątrz.


 01 czerwiec - ramka węzy poddana 29 maja całkowicie odbudowana i zaczerwiona. Przez ostatnie dwie doby pszczoły pobrały 100g ciasta, pomimo temperatur ponad 20 stopni i występującym pożytku (akacje w pełnym rozkwicie). W nowo odbudowanym plastrze pojedyncze komórki z kolorowym nakropem.



03 czerwiec -temperatury wysokie, około 25 stopni. Akacja mocno nektaruje i pszczoły zalewają gniazda nakropem. Sprawdziłem jak się zachowuje rodzina testowa w warunkach dopływu nektaru. Jak widać na zdjęciu w dalszym ciągu pobiera ciasto, mimo że nektar przyniesiony z pola zalewa plastry grożąc zahamowaniem matki w czerwieniu, przy braku interwencji pszczelarza.

Jak widać na zamieszczonych zdjęciach, uwodnione ciasto jest składowane w komórkach plastra pośród przyniesionego nakropu. Jednym słowem, teza o niepobieraniu ciasta w trakcie obfitego pożytku zaczyna się coraz bardziej chwiać w posadach. Dodałem kolejną ramkę węzy

07 czerwiec -zabarwione ciasto całkowicie zjedzone (mimo dużego pożytku) niebieski pokarm nad czerwiem odkrytym i jajkami na wszystkich trzech ramach włożonych do gniazda jako węza w trakcie podawania zabarwionego ciasta.

Dałem do gniazd kolejną ramkę z węzą, bez podawania ciasta, żeby sprawdzić czy zostanie ona zabarwiona niezasklepionym pokarmem, złożonym na sąsiednich ramkach.

11 czerwiec -skontrolowałem węze podaną do gniazdo bez zabarwionego ciasta na powałce. Węza została wstawiona między 2 odbudowane i zaczerwione ramki z niebieskim pokarmem w wianuszkach nad czerwiem. Jak widać na zdjęciu pszczoły przenosiły niewielkie ilości niebieskiego pokarmu z sąsiednich ramek i składały w pojedynczych komórkach plastra.


26 czerwiec - skontrolowałem gniazdo i poddaną 18 czerwca nadstawkę. 100% niebieskiego pokarmu zostało przeniesione do nadstawki a ramki w rodni zaczerwione od beleczki do beleczki.

Podsumowanie dotychczasowych testów:
- sprawdziłem że pszczoły pobierają i składują ciasto w okresie bezpożytkowym
- sprawdziłem że pszczoły pobierają i składują ciasto w okresie obfitego pożytku
- sprawdziłem że pszczoły przenoszą pokarm między sąsiadującymi plastrami w tym samym korpusie




15 lipiec -
Rodzina rozwinęła się bardzo ładnie. W tej chwili jest na 1 pełnym korpusie i dwóch półnadstawkach pełnych zasklepionego pokarmu ( jeden półkorpus - ciasto plus miód, drugi - miód)

W związku z tym, że pojawiły się opinie że nie można przekładać wyników z odkładów (mimo że miały po 8-9 obsiadanych na czarno ramek) na rodziny produkcyjne, postanowiłem przeprowadzić jeszcze jeden test w tym roku.
Mam zamiar odebrać im nadstawki, czyli zrobić "miodobranie", dać półkorpus suszu i podawać barwione ciasto w ramach stymulacji matki do czerwienia. Dodatkowo będę monitorował pobieranie ciasta ważąc podaną porcję co 24 godziny.
Rodzina będzie miała około 5 kg zasklepionego żelaznego zapasu

Chcę uzyskać informację czy rodzina produkcyjna, czekając na nawłoć, złoży podawany pokarm w ramkach i jakie będzie dobowe pobieranie tego pokarmu.

cdn...

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Nowe dennice do ula bezfelcowego, lenistwa ciąg dalszy :)


Parę dni temu dotarła do mnie kolejna przesyłka z korpusami i dennicami oferowanymi przez Tomka Miodka
( http://www.tomekmiodek.pl/ ).


Warto zauważyć, że nowe rozwiązanie "siatki" dennicy higienicznej rozwiewa obawy Kolegów o urywanie nóżek i skrzydełek pszczołom przez metalowe siatki ciągnione. W nowym rozwiązaniu zastosowane  zostały kratki plastikowe. Dzięki temu, że kratki te możemy jednym ruchem ręki  wyjąć ze szczelin mocujących, znacznie wygodniejsze stały się zabiegi mające na celu utrzymanie czystości dennicy. Po prostu wyjęte kratki możemy włożyć do zmywarki do naczyń i po kłopocie.
Dennica, podobnie jak jej poprzednia wersja, jest niezwykle solidnie skonstruowana i skręcona.


piątek, 26 grudnia 2014

Lenistwo... czyli kupuję ule do składania


W  miarę rozrastania się pasieki coraz bardziej widziałem bezsens robienia wszystkiego we własnym zakresie. Nie ta skala, nie te maszyny i nie te koszty.
Postanowiłem spróbować oferowanych przez Tomka Miodka ( http://www.tomekmiodek.pl/ ) korpusów do samodzielnego montażu i gotowych dennic. Na próbę zamówiłem 10 korpusów wielkopolskich i 4 dennice.



Pierwsze wrażenie - dennice przemyślane konstrukcyjnie i wykonane bardzo solidnie. Umożliwiają wsunięcie tabletki apiwarolu na podłożonej zakrętce od słoika, położonej na wkładce dennicowej. Rozwiązanie szybkie i wygodne - stosuję takie w dennicach higienicznych Łysonia.







 Korpusy - solidna decha, uchwyty głęboko wyfrezowane, wygodne do noszenia. Wręgi do zawieszania ramek, wyfrezowane na głębokość 15mm.Grubość ścian: 24mm ściany boczne i 27mm ściany czołowa i tylna (z wyfrezowanymi wręgami na ramki).
Cecha charakterystyczna, jeśli ktoś stosuje zabudowę zimną to wyfrezowane wgłębienia będą na ścianie przedniej i tylnej a nie po bokach.W komplecie do każdego zamówionego korpusu dołączono po 12 wkrętów do skręcenia ścian.

Korpusy poskręcane, pomalowane dwukrotnie stosownym impregnatem i... gotowe do zasiedlenia na wiosnę. Kilka miesięcy przerwy pozwoli na ulotnienie się wszystkich oparów z impregnatu. Skręcanie korpusu zajmuje 3-4 minuty, jeśli korzystamy z wkrętarki i jednego długiego ścisku stolarskiego dla wygody. Można je skręcić "na kolanie" i wkrętakiem ale zajmie to nam "ciut" więcej czasu. Co ważne, skręcając zupełnie nie przejmowałem się ustawianiem kątów prostych. W tych korpusach ustawiają się same :).

Podsumowując: zamówiłem, skręciłem, pomalowałem i czekam na zasiedlenie. Bez zbędnego doktoryzowania się w konstrukcjach stolarskich.



wtorek, 3 czerwca 2014

Sztuczny matecznik z węzy

Zbliża się sezon poddawania i wymiany matek. Od kilku lat stosuję z powodzeniem poddawanie w sztucznym mateczniku. Robienie matecznika z chusteczki higienicznej maczanej w wosku wydaje mi się zbyt czasochłonne, dlatego stosuję z powodzeniem mateczniki zwinięte z kawałka węzy.

Pierwszy krok to przycięcie kawałka węzy na szerokość równą długości matecznika.



Następnie zwijamy rurkę na ołówku, zagniatamy krawędzie, zaciskamy końcówkę i mamy "matecznik.

Po wprowadzeniu do niego matki zaciskamy drugą stronę i przy pomocy zwykłej wykałaczki mocujemy do plastra.



Ot i cała filozofia :)

środa, 11 września 2013

Barciak i Nosema kontra kwas octowy

Dzisiaj przyszedł czas na zabiegi profilaktyczne na plastrach przewidzianych do zimowania w magazynku. Ze względu na warunki lokalowe co roku pewnym problemem są larwy barciaka niszczące część plastrów i zmuszające mnie do częstych przeglądów suszu, aby nie dopuścić do jeszcze większych strat.

W tym sezonie postanowiłem potraktować wszystkie swoje plastry parami 99% kwasu octowego C2H4O2 (CH3COOH), likwidującego wszystkie formy barciaka a także ewentualne zarodniki Nosema apis i Nosema ceranae.


Wszystkie plastry zgromadziłem, luźno rozwieszone (po 9 sztuk), w korpusach ustawionych w "kominy". Na samej górze dałem po jednym półkorpusie pustym, w który wsadziłem plastikowy pojemnik na kwas octowy. Całość została przykryta kawałkami styropianu (lub wolnymi daszkami). Do każdego pojemnika wlałem około 200ml kwasu. Ponieważ informacje podane w literaturze są mocno rozbieżne co do wymaganej ilości kwasu, postanowiłem uzupełniać jego ilość w trakcie zabiegu. Planowany czas trzymania plastrów w parach kwasu to około 7-10 dni.


!!! UWAGA !!!
przy pracy z kwasem octowym niezbędna jest dokładna ochrona oczu, dróg oddechowych i skóry, narażonej na kontakt z tą substancją. Niezbędnym, minimalnym zabezpieczeniem są rękawiczki ochronne, maska i okulary.

czwartek, 5 września 2013

Karmienie na zimę i podkarmiaczki

Sposób podkarmiania na czerw i późniejszego zakarmiania na zimę jest nieśmiertelnym jesiennym tematem, wzbudzającym wątpliwości i emocje.
"Od zawsze" na czerw karmię syropem z cukru 1:1 podawanym w słoikach z jedną dziurką, umożliwiających pobieranie pokarmu przez 3-4 dni przez średnio silną rodzinę. Z jednej strony szklane słoiki są łatwe w utrzymaniu czystości, z drugiej strony jednak zajmują w pracowni sporo miejsca. Nieco inaczej organizuję zasadnicze uzupełnianie zapasów przed zimą. Do zakarmiania stosuję syrop z cukru w proporcjach 3:2 (wagowo - cukier do wody) podawanych w podkarmiaczkach wiaderkowych.
Jak dotąd przetestowałem kilka rozwiązań sprzętowych podkarmiaczek.


Pierwszą jakiej używałem była podkarmiaczka ramkowa. Z perspektywy czasu ma ona dla mnie same wady. Brak bieżącej kontroli pobierania pokarmu, praktycznie niemożliwe utrzymanie w czystości, niewielka pojemność. Używałem przez jeden sezon i od tego czasu leżą na półce w magazynku.

Kolejne podkarmiaczki to słoiki 0,9 litrowe. Niezłe rozwiązanie, mimo konieczności stosowania zwykle kilku słoików na raz do jednej rodziny. Słoiki z podziurawionymi zakrętkami, wstawione w pajączki lub postawione na dwóch beleczkach położonych w poprzek ramek dobrze spełniają swoje zadanie. Niestety już przy kilku ulach zajmują masę miejsca w magazynku.

Następnym i jak dotąd najlepszym dla mnie rozwiązaniem są podkarmiaczki wiaderkowe. Lekkie, pojemne (używam 5 litrowe), łatwe w utrzymaniu czystości, zajmują mało miejsca.
Podkarmiaczki wiaderkowe mogą być różnych konstrukcji. Pierwsze jakich używałem były to wyroby "pszczelarskie" kupowane w sklepach pszczelarskich za dość wysoką cenę, z wyprofilowaną pokrywką wpasowaną w pajączki powałkowe.
Jednak nie przekonałem się do nich. W przypadku niedopilnowania dokładnego czyszczenia otworków w pokrywce i pajączków, pobieranie pokarmu było zbyt wolne. Podkarmiaczki te powinny mieć szczelne zamknięcia pokrywki (pokarm podaje się w podkarmiaczkach odwróconych pokrywką w dół. Niestety miałem przypadki rozszczelnienia i cały syrop lądował na dennicy.

Obecnie używam podkarmiaczek z wiaderek do produktów spożywczych, ponad połowę tańszych od tych "pszczelarskich".
W celu zabezpieczenia pszczół przed topieniem się w syropie używam zużyte korki po winie lub zwykłe siano, które sprawdza się równie dobrze. Pszczoły pobierają pokarm szybko, bez topienia a bieżąca kontrola poziomu pokarmu pozwala na planowanie pracy przez pszczelarza :)

piątek, 23 sierpnia 2013

Uliki weselne - uwagi po sezonie.




Minął pierwszy sezon używania moich ulików weselnych bazujących na dwóch ramkach 1/2 wielkopolskich.

Do ulików dawałem jedną ramkę z węzą i jedną pustą, do ciągnięcia dzikiej zabudowy i zasiedlałem 0,5 litra pszczół. Jak się okazało taka ilość miejsca i pszczół wystarczała do stworzenia malutkiej stabilnej rodzinki, która funkcjonowała przez całe lato bez dodatkowego zasilania pszczołami. Oczywiście w początkowym okresie trzeba im podawać ciasto. W okresach braku pożytku w terenie należy okresowo kontrolować ilość pokarmu. Pomimo pogody z temperatura przekraczającą 35 stopni C pszczoły nie wylegały z ulika i nie było na zewnątrz wentylatorek.

Jednakże nieodzowna okazała się mała modernizacja. Musiałem rozwiązać problem ograniczania (czy wręcz zamykania) szerokości wylotka. Doskonale sprawdził się przycięty kawałek listewki 15x15mm o długości około 10cm dociśnięty do ścianki dwoma gwoździkami. Sposób prosty i praktyczny, zapewniający pełną regulację.



Kolejne spostrzeżenie wiąże się z odbudowywaniem węzy i dziką zabudową. Pszczoły dobudowują węzę "lokalnie" w pobliżu komory pokarmowej co w efekcie powoduje nierównomierną odbudowę plastra (po prostu jest krzywo odbudowany). Ponieważ szerokość ulika została dobrana tak, żeby możliwe było wsunięcie między plastry matecznika, w najsilniejszych rodzinkach pszczoły ciągnęły dzikie plasterki "przyklejone" do ściany ulika.



Podsumowując, w mojej ocenie ulik zdał "egzamin eksploatacyjny" i do kolejnego sezonu wykonam kolejne kilkanaście sztuk.

środa, 12 czerwca 2013

Nastrój rojowy - zamiana rodni z miodnią.

Sezon w pełni więc i nastrój rojowy staje się głównym zmartwieniem w pasiece.

Jedną z metod walki z nastrojem rojowym, jaki zastosowałem w pasiece jest zamiana miejscami rodni z miodnią. Zabieg wykonałem w 10 rodzinach w których pojawiły się mateczniki rojowe zasklepione i niezasklepione, po długim okresie chłodu z deszczami.
 
Wykonanie tego zabiegu jest banalnie proste. Do miodni przekładamy jedną ramkę z odkrytym czerwiem, i stawiamy ją na dennicy. na górę kładziemy szczelną powałkę albo kawałek folii i na to stawiamy rodnię z dodatkowym otworem, służącym jako wylotek. WAŻNE - koniecznie trzeba sprawdzić czy w rodni jest żelazny zapas pokarmu, jeśli nie to uzupełnić. U mnie jest on zawsze skierowany w przeciwnym kierunku jak wylotek dotychczasowy. Pszczoła lotna wraca do miodni (stojącej w miejscu dotychczasowej rodni) a w rodni zostaje zbyt mało pszczół na wyrojenie.

Wnioski jakie mi się nasunęły w związku z powyższą metodą:
- bezpieczniej jest zerwać w rodni wszystkie mateczniki. W większości przypadków pszczoły je pozgryzały, ale w jednej rodzinie jeden zostawiły i ta rodzina się wyroiła a matka rojowa się wygryzła.
- najbezpieczniej jest początkowo dać rodnię na oddzielnej dennicy i odstawić 2-3 metry za ul, z wylotkiem w przeciwną stronę.
- w przypadku uli bezfelcowych, oddzieliłem je od siebie tylko kawałkiem folii i przesunąłem względem siebie tworząc szczelinę (wylotek) z tyłu ula. W tym układzie jednak właśnie nie zgryzły wszystkich mateczników i wyszedł rój
- w przypadku bardzo mocno zaawansowanego nastroju albo kiepskiej pogody (brak intensywnych lotów) proponuję strząsnąć do miodni kilka ramek z rodni.

Generalnie jak na razie dla mnie metoda jest ciekawa i dość skuteczna, praktycznie zero nakładów, szybka i mało pracochłonna.

wtorek, 14 maja 2013

Przeprowadzka do innego typu ula

Każdemu z nas, zwłaszcza na początku pszczelarskiej drogi zdarza się konieczność przeniesienia rodziny pszczelej pomiędzy różnymi typami uli. Generalnie gdy przenosimy z mniejszego do większego nie ma problemu. Kłopoty zaczynają się gdy chcemy przenieść odwrotnie, z większego do mniejszego.
Ja także zderzyłem się z tym problemem.
Oczywiście najprostsza, "przemysłowa" metoda to ostry nóż w rękę, ramki dociąć do nowego wymiaru, resztki przetopić i po kłopocie. Przy odrobinie wprawy w paręnaście minut zadanie jest zrealizowane. Jest tylko jeden problem, dla mnie cięcie plastrów po czerwiu i uśmiercaniu setek pszczół jest niedopuszczalne.

W związku z tym wykombinowałem inną metodę.


Pierwszy krok to wstawiłem ramki wielkopolskie w ramki dadanta i nimi poszerzałem gniazdo rodzin przeznaczonych do przenosin. Gdy pszczoły odbudowały i zagospodarowały (zaczerwiły 7-8 ramek wielkopolskich) wyjąłem je wszystkie z korpusu dadanta, wyjąłem ze środka dużych ramek i razem z matką włożyłem do korpusu wielkopolskiego. Pozostałe ramki dadanta z czerwiem i pokarmem zsunąłem i nakryłem kratą odgrodową. W wyniku tych prac otrzymujemy "stary" korpus dadanta z ramkami z resztką czerwiu i pokarmem oraz korpus wielkopolski wypełniony świeżo odbudowanymi ramkami. Do korpusu wielkopolskiego możemy dokładać stopniowo węzę aż do całkowitego wypełnienia.
Do zakończenia pracy pozostaje już tylko postawienie korpusu wielkopolskiego na dadanowskim, przykrytym kratą i ewentualne "obudowanie" go półkorpusami dadanowskimi i oczekiwanie aż cały czerw z plastrów dadanta się wygryzie i będziemy mogli je wycofać. W razie wystąpienia w międzyczasie pożytków, na korpus wielkopolski stawiam normalną półnadstawkę i gospodaruję w takim mieszańcu dadanowsko-wielkopolskim.

poniedziałek, 13 maja 2013

Własne matki ciąg dalszy...

26 kwiecień - piękna pogoda za oknem skłania do podjęcia przygotowań do założenia pierwszej serii matek z własnej pasieki.
Zgodnie ze wskazówkami praktyków pierwszy krok to włożenie ramki z zamontowanym NICOTEM do gniazda rodziny matecznej. Ramka przejdzie zapachem rodziny, pszczoły odbudują wprawione kawałki węzy i pociągną dziką zabudowę trutową w wolnym miejscu ramki. Jednym słowem za parę dni ramka stanie się integralnym komponentem rodni co zwiększa szansę na zaczerwienie miseczek w NICOCIE. Wpuszczenie matki do NICOTA planuję zrealizować 2 maja, o ile oczywiście pogoda pozwoli.

7 maja -  w końcu pogoda pozwoliła pogrzebać w ulach, więc postanowiłem zrobić kolejny krok. Wyciągnąłem pięknie odciągniętą ramkę z NICOTEM i po krótkich poszukiwaniach zamknąłem matkę w nadziei, że pięknie zaczerwi miseczki. Niestety, droga na skróty nie popłaca. Matka pomimo spędzenia 6 godzin w niewoli, nie zniosła ani jednego jaja. W związku z tym, matulę wypuściłem a ramkę od strony miseczek wysmarowałem naniesionym na pędzelek miodem. Jutro będzie kolejna próba :)

10 maja - kolejna próba skończyła się niepowodzeniem, mimo 18 godzinnego uwięzienia matki w NICOCIE matka nie podjęła czerwienia. W związku z powyższym wypacykowałem powierzchnię z miseczkami ciepłym (płynnym, lekko krzepnącym) woskiem i po ostygnięciu pokryłem miodem. Dodatkowo poszerzyłem uliczkę przy NICOCIE o około 8-10 mm. Poczekam około dwie doby i znowu wpakuję matkę do niewoli :)

13 maja - dopiero dzisiaj mogłem znowu włożyć matkę do NICOTA, ze względu na pogodę - zimno i deszcz, nie otwierałem wcześniej ula. Matka została uwięziona o godzinie 14.40, w trakcie kontroli o godzinie 20.00 okazało się, że zaczerwiła kilka komórek. W związku z powyższym pozostała w NICOCIE. Planuję wypuścić ją jutro około godziny 08.00.
Z bólem to się rodzi ale powoli widać postępy :)

14 maja - o godzinie 08.20 wypuściłem matkę z NICOTA. Zaczerwiła około 40% miseczek i na ich bazie będę próbował pociągnąć serię matek. Do zobaczenia za 3 dni przy przekładaniu miseczek do ramki hodowlanej :)

17 maja - ilość larw w NICOCIE - !!!ZERO!!!, zaczynam cały proces od nowa, tym razem z matką macedonką.

18 maja - o 08.00 brak nawet jednego jajka w NICOCIE, po dokładnej lustracji  ramek stwierdziłem, że matka ma zbyt mało pszczół wokół siebie, nie ma kto dopucować miseczek a i pewnie opieka nad matką szwankuje. Odsłoniłem kratę tak aby wszystkie pszczoły ulowe miały dostęp do matki i ... BINGO. Pomiędzy 08.00 a 13.00 matka zaczerwiłe 100% miseczek NICOTA :)

21 maja -są ładnie podlane larwy. NICOT działa i czas na wychów matek w rodzinach wychowujących.

Podsumowanie pierwszego sezonu z reprodukcją własnych matek:
NICOT jako system sprzętowy do pozyskiwania matek w mojej 40 pniowej pasiece sprawdził się w 100%. Jest on wygodny i pozwala bez zbędnego kombinowania pozyskać pełnowartościowe matki, oczywiście po spełnieniu wszystkich pozostałych wymogów.

Uzyskanie zadowalających wyników uzależnione jest jednak od spełnienia kilku warunków:
1. Ramka z NICOTEM nie może być użyta do hodowli w stanie fabrycznym. Musi być przetrzymana w ulu kilkanaście dni, tak aby pszczoły odbudowały węzę po bokach i ją przeczerwiły.
2. Przed pierwszym wpuszczeniem matki do NICOTA, dobrze jest nanieść na nią pędzelkiem nieco lekko ogrzanego, płynnego wosku i dla zachęcenia pszczół do działanie nieco miodu (wystarczy tylko dotknięcie kawałkiem skrystalizowanego miodu).
3. Po zaizolowaniu matki i włożeniu ramki z NICOTEM do ula konieczne jest pozostawieniu uliczki od strony kraty w NICOCIE szerszej o około 10mm. Pszczoły muszą mieć swobodny dostęp do kraty i co za tym idzie do uwięzionej matki.







niedziela, 12 maja 2013

Drzewka owocowe w pasiece...

Trochę przekornie postanowiłem przy samej pasiece założyć mini sad, prowadzony zgodnie ze sztuką sadowniczą, czyli wszystkimi obowiązującymi rygorami upraw. Mój wybór padł na drzewka karłowate dostarczane "w pakiecie" z wytycznymi co do uprawy. Na stronie http://www.drzewkoowocowe.pl/ znalazłem odpowiadającą mi ofertę.

Na pierwszy ogień poszły 3 czereśnie które zasadziłem wiosną, 27 marca. Ponieważ jestem laikiem w tej materii to bezkrytycznie trzymałem się opublikowanych na w/w stronie www zaleceń.

Wykopki, nawożenie jakimś obornikiem i generalnie babranie się w ziemi to była ta bardziej "brudna część pracy :)



Następny etap był już nieco bardziej specjalistyczny :). Przycinanie uszkodzonych korzeni, rozmieszczenie korzonków na usypanym w dole kopczyku, delikatne zasypywanie, podlewanie, ugniataniem przycinanie pędów, malowanie i... drzewka stoją dumnie wspierając się o paliki, czekając na kolejne zabiegi.

Jak widać pasieka jest oddalona niecałe 10 metrów od drzewek więc będę musiał szczególnie dokładnie obserwować, czy nie będzie negatywnych symptomów po zastosowaniu oprysków z pestycydów czy fungicydów.

ciąg dalszy nastąpi wraz z rozwojem drzewek...




--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wszystkie drzewka prezentowane w tym poście pochodzą i będą pochodziły ze szkółki:

http://www.ligisportowe.plwww.StrefaWiatru.pl